Blog

„Nic mi nie pomoże” – skąd bierze się to przekonanie?

4 sierpnia, 2026 / Uncategorized by

Siedziałam naprzeciwko kolejnej osoby, która miała mi pomóc, i patrząc na nią, czułam już, jak nadzieja powoli ze mnie uchodzi.

Z jednej strony bardzo chciałam wierzyć, że tym razem wydarzy się coś, co naprawdę przyniesie mi ulgę. Z drugiej, w tle cały czas operowało we mnie przekonanie, że znowu się rozczaruję i że również tym razem nic się nie zmieni.

To nie było tak, że nie szukałam pomocy. Wręcz przeciwnie. Próbowałam wielu rzeczy, chodziłam do różnych osób, sięgałam po kolejne metody i za każdym razem na początku czułam ekscytację i nadzieję. Potem jednak stopniowo opadały, aż znowu docierałam do dobrze znanego miejsca, w którym czułam, że nikt ani nic nie jest w stanie mi pomóc.

Dzisiaj wiem, że to przekonanie nie było zwykłym pesymizmem ani brakiem wiary w siebie. Było czymś znacznie głębszym. Było próbą ochrony przed kolejnym rozczarowaniem.

Ten ochronny wzorzec był zapisany zarówno w mojej psychice, jak i w ciele. Z czasem stał się częścią sposobu, w jaki odbierałam możliwość otrzymania pomocy, wsparcia i prawdziwego oparcia się na drugim człowieku. Mój układ nerwowy nauczył się, że nadzieja może prowadzić do bólu, dlatego trzymał mnie w ostrożności, napięciu i gotowości na kolejne rozczarowanie.

Dlaczego zaczynamy wierzyć, że nic nam nie pomoże?

Takie wzorce często zaczynają kształtować się bardzo wcześnie, kiedy dziecko przeżywa coś trudnego i z różnych powodów nie doświadcza takiego rodzaju obecności, zrozumienia albo ukojenia, jakiego w danym momencie potrzebuje.

Nie musi to świadczyć o braku miłości ani złych intencjach dorosłych. Czasem oni sami są przeciążeni, nie mają dostępu do swoich emocji albo zwyczajnie nie wiedzą, jak być przy dziecku w jego przeżyciu.

Dziecko nie potrafi jednak spojrzeć na tę sytuację z szerszej perspektywy. Czuje przede wszystkim, że ze swoim bólem, lękiem albo potrzebą zostaje samo. Początkowo zabiega o uwagę, próbuje się dopasować, jeszcze bardziej stara albo na różne sposoby szuka kontaktu. Po czasie może jednak dojść do miejsca, w którym dalsze próby wydają się pozbawione sensu.

I właśnie wtedy może powstać przekonanie, że najlepiej już na nic nie liczyć, bo nadzieja zbyt często kończyła się bólem.

Jak rana odrzucenia zapisuje się w psychice i ciele?

W tym miejscu często spotykają się rana odrzucenia i tryb przetrwania. Rana odrzucenia zapisuje w nas doświadczenie, że z tym, co czujemy i czego potrzebujemy, zostajemy same. Układ nerwowy próbuje nas później do tego doświadczenia przystosować i ochronić przed jego ponownym przeżyciem.

W dorosłości ten wzorzec może przybierać różne formy.

Jedna kobieta zaczyna się wycofywać, odkłada kolejne kroki, szybko traci motywację i nie potrafi uwierzyć, że coś może się w jej życiu realnie zmienić. Wie, że coś mogłoby jej pomóc, ale nie potrafi ruszyć albo po krótkim czasie rezygnuje.

Inna staje się bardzo niezależna, bierze wszystko na siebie i żyje w przekonaniu, że może liczyć wyłącznie na siebie. Pozornie jest silna i świetnie sobie radzi, ale w rzeczywistości coraz bardziej się przeciąża, bo trudno jej dopuścić do siebie wsparcie.

Ja przez wiele lat funkcjonowałam właśnie w ten drugi sposób.

Kiedy tryb przetrwania zamyka nas na pomoc

Potrafiłam prosić o pomoc, a jednocześnie z góry zakładałam, że za chwilę i tak będę rozczarowana. Nawet kiedy wsparcie było dostępne, nie umiałam go naprawdę przyjąć, bo moja psychika i ciało były już nastawione na to, że znowu okaże się nieskuteczne.

Dziś widzę, jak skutecznie ten wzorzec zamykał mnie na pomoc, która przecież była dla mnie dostępna.

Możemy być w terapii, uczestniczyć w kursie, czytać wartościową książkę albo słuchać wskazówek, które naprawdę mogłyby nas wesprzeć, a jednocześnie w głębi siebie wciąż nie dopuszczać do siebie możliwości, że tym razem coś może być inaczej.

Możemy coś słyszeć, ale nie umieć tego przyjąć. Możemy dostawać wsparcie, ale cały czas czekać na moment, w którym znowu się rozczarujemy. Możemy być w procesie, a jednocześnie nieświadomie pozostawać zamknięte na to, co ten proces mógłby nam dać.

Wtedy łatwo przeoczyć pierwsze, subtelne zmiany. Zauważamy, że nadal nie czujemy się tak, jak byśmy chciały, ale nie widzimy już tego, że trochę szybciej wracamy do siebie, inaczej reagujemy, wcześniej rozpoznajemy napięcie albo mamy w sobie odrobinę więcej przestrzeni.

Czasem zdanie „nic mi nie pomaga” oznacza w rzeczywistości, że coś nie pomaga nam od razu, nie działa tak szybko, jak oczekiwałyśmy, albo nie przynosi spektakularnego efektu, który sobie wyobrażałyśmy.

Zwłaszcza kiedy przez długi czas żyłyśmy w trybie przetrwania, możemy oczekiwać, że zmiana wydarzy się szybko i od razu przyniesie wyraźną ulgę. Układ nerwowy przyzwyczajony do napięcia, pośpiechu i mobilizacji może mieć trudność z zauważeniem tego, co delikatne, powolne i stopniowe.

Zdrowienie rzadko zaczyna się od wielkiego przełomu. Znacznie częściej zaczyna się od drobnych zmian, które pojawiają się powoli i potrzebują czasu, powtarzalności oraz poczucia bezpieczeństwa.

Dlatego nie chodzi o to, żeby zmuszać się do wiary, że wszystko na pewno się uda.

Warto raczej zauważyć, że jakaś część nas wciąż nie wierzy w pomoc, bo przez długi czas była ze swoim bólem sama. Ta część potrzebuje czułości, obecności i nowych doświadczeń, które stopniowo pokażą jej, że tym razem wsparcie może być dostępne.

Zamiast przekonywać się na siłę, że wszystko będzie dobrze, możemy zacząć od czegoś bardziej prawdziwego: zauważyć, że jakaś część nas jeszcze nie potrafi zaufać pomocy, ale być może z czasem będzie mogła się tego nauczyć.

Głos mówiący, że nic nam nie pomoże, najczęściej nie opowiada prawdy o naszej przyszłości. Opowiada historię tej części nas, która kiedyś długo czekała na odpowiedź i w końcu uznała, że bezpieczniej będzie już niczego nie oczekiwać.

A to, że pomoc kiedyś nie przyszła w takiej formie, jakiej potrzebowałyśmy, nie oznacza, że dzisiaj nadal musi być tak samo.

Dzisiaj możemy coraz bardziej wracać do siebie, wychodzić z samoodrzucenia i budować w ciele poczucie bezpieczeństwa, dzięki któremu stopniowo stajemy się gotowe przyjmować to, co naprawdę może nas wesprzeć.

Jeżeli czujesz, że ten wzorzec wiąże się u Ciebie z raną odrzucenia, skorzystaj z mojego bezpłatnego webinaru o ranie odrzucenia https://www.sylwiakocon.pl/sekretna-sesja/

Jeśli chcesz zacząć od lepszego zrozumienia swojego układu nerwowego, skorzystaj z bezpłatnej Sekretnej Sesji Układu Nerwowego https://www.sylwiakocon.pl/zapis-na-webinar-rana-odrzucenia/

podziel się

W każdy wtorek wysyłam inspirujący newsletter oraz zapowiedź niedzielnego live.

Plus – o wszystkim dowiadujesz się pierwsza/-y.

Sylwia Kocoń - Duch i Materia
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.