Blog

Przez lata myślałam, że po prostu jestem nerwowa. Dziś wiem, że był to chroniczny niepokój

14 sierpnia, 2026 / Niepokój by
Kobieta, natłok myśli

Przez wiele lat byłam przekonana, że jestem po prostu nerwowa.

Taka już jestem – mówiłam sobie. Wieloma rzeczami się przejmuję, szybciej stresuję, więcej analizuję. Widocznie mam taki charakter.

Jeszcze w szkole budziłam się ze skrętem żołądka. Pamiętam to uczucie bardzo dobrze. Otwierałam oczy i zanim właściwie zdążyłam pomyśleć o tym, co mnie czeka, ciało już było napięte.

W końcu zdiagnozowano u mnie nerwicę. Dostałam kropelki.

Niewiele to zmieniło.

Z czasem szkołę zastąpiła praca, ale moje ciało nadal reagowało podobnie. Napięcie pojawiało się już przed wyjściem z domu. A kiedy wiedziałam, że następnego dnia muszę wcześnie wstać, niepokój zaczynał się czasem już wieczorem.

Leżałam w łóżku i zamiast zasypiać, obliczałam.

Jeżeli zasnę teraz, będę miała siedem godzin snu. Jeśli za pół godziny – sześć i pół. Za chwilę zostanie sześć. Istne szaleństwo!

Im bardziej zależało mi na tym, żeby zasnąć, tym bardziej się nakręcałam. Im bardziej próbowałam się uspokoić, tym mocniej czułam, że sen ode mnie ucieka.

Podobnie było w relacjach z ludźmi.

Podczas rozmowy część mojej uwagi była przy tym, co dzieje się między nami, ale druga część cały czas sprawdzała: co ta osoba o mnie myśli? Czy dobrze wypadam? Czy powiedziałam coś głupiego? Czy przypadkiem jej czymś nie uraziłam?

Kiedy rozmowa się kończyła – to jednak wciąż trwała w mojej głowie.

Potrafiłam wracać do niej godzinami. Odtwarzać poszczególne zdania, ton głosu, swoją reakcję. Zastanawiać się, czy nie powinnam była powiedzieć czegoś inaczej.

Gdy mój partner długo nie odbierał telefonu, trudno było mi zająć się czymkolwiek innym. Co chwilę patrzyłam na ekran – jakby to miało sprawić, że nagle zobaczę przychodzące od niego połączenie. Jeśli to nic nie dawało –  próbowałam się sama wielokrotnie dodzwaniać, co pochłaniało całą moją uwagę i coraz bardziej traciłam kontakt z tym, co robiłam wcześniej.

Dużo analizowałam.

Próbowałam kontrolować swoje reakcje, zmieniać myśli, przekonywać siebie, że przecież nic złego się nie dzieje. Mówiłam sobie, że przesadzam, że powinnam odpuścić, że nie ma powodu tak się nakręcać.

Tylko że ciało nadal pozostawało napięte.

I chyba właśnie to było dla mnie najbardziej niezrozumiałe.

Bo czasami naprawdę nie było żadnego konkretnego powodu do stresu.

Był zwykły dzień. Nic szczególnego się nie wydarzyło. Nikt ani nic mi nie zagrażało. Nie było żadnego kryzysu.

A mimo to gdzieś pod spodem cały czas coś we mnie pracowało.

Delikatne napięcie. Czujność. Gotowość. Trudność z pełnym rozluźnieniem.

Z czasem zaczęłam więc przyjmować, że widocznie taka już jestem.

Że mam nerwowy charakter.

Że jestem nadwrażliwa.

Że po prostu bardziej się przejmuję niż inni.

Kiedy chroniczny niepokój zaczyna wyglądać jak charakter

Dzisiaj widzę, że przez wiele lat brałam utrwalony stan mojego systemu za część swojej osobowości.

Mój organizm był przyzwyczajony do czujności, przewidywania, przyspieszania i przygotowywania się na to, co może pójść źle.

I kiedy ciało funkcjonuje w taki sposób przez długi czas, ten stan może stać się tak znajomy, że przestajemy go zauważać.

Nie budzimy się rano z myślą: „mój układ nerwowy jest dziś w zwiększonej gotowości”.

Mówimy raczej: „znowu się wszystkim przejmuję”.

Nie myślimy: „mojemu ciału jest ciężko wracać do poczucia bezpieczeństwa”.

Mówimy: „nie umiem odpuszczać”.

Nie zastanawiamy się, dlaczego tak trudno nam naprawdę odpocząć.

Po prostu uznajemy, że jesteśmy pracowite, odpowiedzialne, przewidujące albo takie już mamy tempo życia.

Jak może objawiać się chroniczny niepokój?

I właśnie dlatego chroniczny niepokój potrafi przez lata pozostawać nierozpoznany.

Bo nie zawsze wygląda jak wyraźny lęk.

Czasem wygląda jak analizowanie każdej ważniejszej rozmowy.

Jak sprawdzanie telefonu, kiedy ktoś bliski długo nie odpowiada.

Jak napięcie przed badaniami kontrolnymi, które zaczyna się kilka dni wcześniej.

Jak trudność z zaśnięciem, kiedy następnego dnia trzeba wcześnie wstać.

Jak siedzenie wieczorem na sofie i niemożność prawdziwego odpoczynku, bo po kilku minutach głowa już podsuwa kolejną rzecz do zrobienia.

Jak ciągłe poczucie, że jeszcze coś trzeba przewidzieć, sprawdzić, dopilnować albo przemyśleć.

Być może Ty również nie nazywasz tego niepokojem.

Może mówisz, że po prostu bardzo się przejmujesz.

Że lubisz wiedzieć, co się dzieje.

Że musisz mieć rzeczy pod kontrolą, bo inaczej wszystko się rozjedzie.

Że trudno Ci odpuszczać, bo jesteś odpowiedzialna.

Że zawsze dużo myślałaś.

Że taka już jesteś.

A jednak – jeśli podenerwowanie, analizowanie, sprawdzanie, przewidywanie i trudność z prawdziwym odpoczynkiem regularnie pojawiają się w Twoim życiu, warto zobaczyć, czy pod spodem nie działa chroniczny niepokój.

Dlaczego czuję niepokój, kiedy nic złego się nie dzieje?

Kiedy zaczęłam rozumieć, że mój niepokój nie mieszka wyłącznie w myślach, wiele rzeczy zaczęło układać mi się w całość.

Zobaczyłam, że ciało może wejść w gotowość wcześniej, niż świadomie pomyślę o czymkolwiek niepokojącym.

Że mogę obudzić się napięta, zanim pojawi się konkretna myśl.

Że czasem najpierw pojawia się ścisk w brzuchu, wewnętrzna presja żeby coś robić – a dopiero później umysł zaczyna szukać dla tego stanu wyjaśnienia.

Zrozumiałam też, że żadna ilość mówienia sobie „uspokój się”  – nie wystarcza.

Jak zacząć odzyskiwać więcej spokoju?

Potrzebujemy lepiej rozumieć, jak działa nasz niepokój.

Rozpoznawać, kiedy już zaczyna przejmować stery.

Zauważać, w jaki sposób pokazuje się w naszym ciele, myślach i zachowaniu.

I stopniowo uczyć system innego sposobu funkcjonowania, zamiast przez całe życie próbować przekonywać siebie, że przecież nie ma się czego bać.

Jeżeli czytając ten tekst, rozpoznajesz w nim kawałek siebie – zapraszam Cię 25 sierpnia o 19:00 na bezpłatny webinar „Dlaczego ciągle czujesz niepokój, nawet gdy nic złego się nie dzieje”.

Pokażę Ci podczas niego, dlaczego niepokój może stale wracać oraz 3 sposoby jego działania, które sprawiają, że tak trudno naprawdę poczuć ulgę i rozluźnienie.

Dowiesz się też, czemu warto zacząć przyglądać się temu szerzej niż wyłącznie przez pryzmat myśli oraz co możesz zacząć robić, żeby stopniowo żyć spokojniej. Przyłącz się bezpłatnie KLIKAJĄC W LINK

podziel się

W każdy wtorek wysyłam inspirujący newsletter oraz zapowiedź niedzielnego live.

Plus – o wszystkim dowiadujesz się pierwsza/-y.

Sylwia Kocoń - Duch i Materia
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.